Haruki Murakami - 1Q84, tom 2

Autor: Haruki Murakami 
Tytuł: 1Q84, tom 2 
Ilość stron: 416 
Wydawnictwo: Muza SA 
Opis wydawcy: tutaj 
Gatunek: mix
Kraj: Japonia
Rok wydania oryginalnego: 2009/PL: 2011

Kontynuując moją przygodę ze światem 1Q84, którą rozpoczęłam od lektury pierwszego tomu, sięgnęłam po część drugą. Był to ruch o tyle wygodny i bezpieczny, że po przebrnięciu przez poprzedni tom wiedziałam, czego się spodziewać. A jednak byłam zaskoczona. I jestem nadal. Ale od początku. Jeśli chodzi o oprawę wizualną, nie mam wydawcy niczego do zarzucenia. Okładka oraz forma wydania doskonale wpasowuje się w konwencję dzieł Murakamiego, do której Muza S.A. przyzwyczaiła mnie i innych czytelników. Niewątpliwie również ten tom zdobi moją półkę, ciesząc oko estetyką wydania. 

Ciekawą rzeczą, na którą nie zwracałam w takim stopniu uwagi przy lekturze poprzedniego tomu, a która przykuła ją tym razem, są symbole graficzne towarzyszące początkowi każdego rozdziału. Proste, ale jednocześnie znaczące dla postaci, a także dla utożsamiającego się z nimi i wciągniętego w ich świat czytelnika. Mam na myśli symbole faz księżyca w liczbie - uwaga - dwóch satelitów. W pierwszym momencie pomyślałam, że jest to celowy zabieg, który ułatwia czytelnikowi zidentyfikowanie świata, w którym dany rozdział się dzieje. Na chwilę obecną nie jestem tego pewna, zatem chętnie wymienię się spostrzeżeniami na ten temat z innymi ciekawskimi maniakami Murakamiego. 

Wracając do lektury - zaskoczenie moje w dużej mierze jest spowodowane delikatnymi wątpliwościami, którymi podzieliłam się w notce dotyczącej pierwszego tomu "1Q84" - akcją nabierającą tempa baaardzo powoli oraz głównymi bohaterami, których ciężko jest polubić, nie wspomniawszy o utożsamieniu się z nimi. Zostałam pozytywnie zaskoczona. Tom drugi jest dynamiczny, a autor odsłania uczuciową stronę postaci. Jednak o tym za chwilę. 

Ogromnym plusem, który zaliczyłabym zarówno do formy jak i treści książki jest brak retrospekcji, jakie często zdarzają się autorom kilkutomowych powieści. Osobę, która pochłania je jedna po drugiej bez większej przerwy czasowej (jak to robię ja), bywa to drażniące. Haruki Murakami nam tego oszczędził. Jak już wcześniej wspomniałam, wartka akcja już od pierwszych stron lektury sprawia, że nie można się od niej oderwać. Też macie czasem tak, że mimo przeszkód w postaci np. autobusu z szalonym kierowcą, w którym to babcie latają pod sufitem w każdym kierunku bez żadnego logicznego porządku, Wy nie jesteście w stanie oderwać wzroku od książki, bo jest tak zajmująca? Do mnie przemówił i zachęcił do ignorowania wyżej wspomnianych przeszkód fakt, iż wątki Tengo i Aomame nareszcie zaczęły zmierzać we wspólnym kierunku. Widząc oczyma wyobraźni długo oczekiwane ich połączenie, kibicowałam (może im, a może zamysłom autora), jakby cała treść nie została nadal napisana, a mogła od siły mojego dopingu jeszcze się zmienić. Myślę, że to jedno z kluczowych założeń, jakie autor może mieć wobec czytelników. Panie Murakami, uśmiechnij się pan teraz - udało się.

Największe wrażenie wywarły na mnie dwa ostatnie rozdziały - poświęcone odpowiednio Aomame i Tengo. Główne postaci znajdują się tam w punktach zwrotnych swoich (lub też z punktu widzenia romantyka - idealisty  -  swojej) historii, w których każda pozornie mało istotna decyzja może zaważyć o ich dalszych losach. Autor doskonale dozuje dane czytelnikowi napięcie, a moment kulminacyjnym jest jak nagłe bum!, które drażni, lecz drażni ambicjonalnie. Już wyjaśniam, co mam na myśli: O ile pierwszy tom niekoniecznie musiał zachęcić mniej wytrwałych czytelników do sięgnięcia po kolejny, o tyle zakończenie drugiego wręcz obliguje do jak najszybszego pochłonięcia części trzeciej, kończącej trylogię. Co też właśnie za niebawem zamierzam uczynić.

                 Polskie wydanie dostępne dzięki staraniom wydawnictwa:

                 Mój egzemplarz wszedł w moje posiadanie dzięki księgarni:



Posted in , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

One Response to Haruki Murakami - 1Q84, tom 2

  1. Jak dla mnie w żadnej książce, która ma swoją fabułę nie powinny być żadne znaki, żadne obrazy i żadne wizerunki, bowiem każdy z nas powinien mieć prawo do tworzenia świata i przestrzeni na swój indywidualny wewnętrzny sposób na podstawie tekstu. Jakakolwiek grafika oddziałuje swą siłą sugestii niszcząc tak naprawdę too poznawanie świata, który nas czeka w miarę czytania książki.
    Retrospekcje czasem pozwalają "zaprzyjaźnić" się z narratorem i z nim obcować. Czasem zgadzamy się z jego zdaniem i z jego przemyśleniami, czasem nie. Jednakże nawet i kontakt z prawdziwym człowiekiem może nas kiedyś znudzić, a my chcemy pobyć sami z naszymi myślami - tu odnosząc się do jednego z twoich akapitów.
    Mam nadzieję, że będziesz kontynuować recenzowanie autorów i nadal opisywać swoje przygody z książkami.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...