Margit Sandemo - Ślady Szatana. Tom 13 Sagi o Ludziach Lodu


Autor: Margit Sandemo
Tytuł: Ślady Szatana
Ilość stron: 236
Wydawnictwo: Axel Springer
Opis na lubimyczytac.pl: tutaj
Gatunek: romans/fantasy/przygodowy
Kraj: Norwegia
Rok wydania oryginalnego: 1983/PL: 2007

Od razu muszę Wam nadmienić, że jest to jedna z moich ulubionych części SoLL. Dlaczego?

Na wstępie pani Sandemo wita nas wyrywkami opowieści o tajemniczym, siejącym w Norwegii na przestrzeni lat postrach potworze. Bezlitosny morderca ze względu na osobliwe ślady, które po sobie zostawia, jest podejrzewany przez zabobonnych chłopów o bycie potomkiem diabła. Okazuje się, że niewiele się oni mylą...

Od wydarzeń w poprzednim tomie mija 20 lat. Wielu członków rodu odeszło i uświadomiłam sobie ból przemijania moich ukochanych bohaterów. Villemo i Dominik gnani przeczuciem wyrywają się z gnuśnego życia na szwedzkim dworze i udają się do Norwegii na spotkanie ze swoim przeznaczeniem.

Coraz więcej wskazuje na to, że potwór zbliżający się do Christianii, może być jednym z dotkniętych potomków Ludzi Lodu. Zagadką tomu jest, skąd pochodzi. To oczywiście zadanie dla naszego niesamowitego tria. Wyruszają w pościg za tajemniczym zabójcą, a po piętach depcze im kapitan Dristig, wraz ze swoimi żołnierzami. Wspominam o nim właściwie tylko dlatego, że jest postacią karykaturalną i zabawną. Mimo, że Sandemo próbowała zrobić zeń groźnego i przebiegłego wojaka, nie do końca jej się to udało. Mnie bliżej było do skojarzeń z nieudacznikami pokroju sierżanta Garcii z Zorro.

Najbardziej fascynującą postacią jest jednak sam potwór, ochrzczony później przez potomków Ludzi Lodu imieniem Ulvhedin. Pierwszy (chociaż mogę Wam obiecać, że nie ostatni) raz mamy do czynienia z bohaterem naprawdę interesującym - prymitywnym, typowo złym i inteligentnym jednocześnie, będącym faktycznie dotkniętym złym dziedzictwem Ludzi Lodu płci męskiej. Skoro już jestem przy Ulvhedinie, nie mogę zapomnieć o Elisie - prawnuczce uwiedzionego przez Sol w 3 tomie sagi Klausa - dziewczynie tak niezwykłej, że aż potrafiącej rozbudzić w na wskroś złym mężczyźnie uczucie. Nie mogę nie wspomnieć o wyuzdanych opisach fantazji i działań Ulvhedina. Margit Sandemo ma tendencję do przeskoków od romantycznych i dość pruderyjnych opisów seksu do dość męskich i zabarwionych wyłącznie brutalną żądzą fantazji.

Sentymentalną sceną jest na pewno wspieranie działań Villemo przez Tengela i Sol, oraz innych dotkniętych przodków. Miałam jednak wielki niedosyt, wynikający z równie wielkiej nadziei, że autorka uchyli rąbka tajemnicy, co do innych bohaterów - żyjących w czasach przed Tengelem i początkiem sagi. Niestety, nie tym razem.

Jednak, aby nie rozczarować czytelnika pod tym względem (ufam, że nie tylko ja miałam powyższe nadzieje), dzięki wizjom Villemo poznajemy mgliste początki Ludzi Lodu - przykładowo ich wędrówkę ze wschodu do Skandynawii, co jest swego rodzaju wytłumaczeniem dla azjatyckiej urody dotkniętych potomków.

Wiele istotnych wątków tego tomu pominęłam, zwróciwszy tylko Waszą uwagę na pewne niuanse, które zdają mi się najbardziej interesujące i zupełnie nieoczywiste po przeczytaniu opisu okładkowego. Nierozwiązaną kwestią pozostaje to, jakie jest pokrewieństwo Ulvhedina z Ludźmi Lodu i właśnie z tym pytaniem pozostawiam Was w niepewności. Do czasu lektury tomu 14ego ;)

Seria wydana przez:




Saga o Ludziach Lodu była cotygodniowym dodatkiem do dziennika:

Posted in , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

Leave a Reply

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...