E.L. James - Pięćdziesiąt Twarzy Greya

Autor: E L James
Tytuł: Pięćdziesiąt Twarzy Greya
Ilość stron: 606
Wydawnictwo: Sonia Draga
Opis: tutaj
Gatunek: erotyka
Kraj: USA
Rok wydania oryginalnego: 2011/PL: 2012

Książka zapowiadana jako najgłośniejszy wydany w Polsce tytuł 2012 roku musiała znaleźć się na mojej półce. Jednak mimo szybkiego zamówienia na moim niezawodnym allegro, minęło sporo czasu, nim Grey wpadł w moje łapki. Mamy właściwie zimę i dawno już w sklepach pojawił się drugi tom trylogii, a ja zdałam sobie sprawę, jak bardzo się zapóźniłam w lekturze.

Jeśli idzie o kwestię techniczną wydania, to polski wydawca zachęcony globalnym sukcesem trylogii, zdecydowanie poszedł na ilość kosztem jakości. Książka ma co prawda interesującą okładkę - broszurowa, tłoczona, ze skrzydełkami, lecz jakość papieru pozostawia bardzo wiele do życzenia. Wniosek? Jak najmniejszy koszt produkcji mający na celu zminimalizowanie cen, aby popyt na serię był jak największy. Znam bardziej subtelne zabiegi ;)

Pięćdziesiąt Twarzy Greya określono w mediach jako 'porno dla gospodyń domowych', a tytułowego bohatera mianowano nowym ideałem kobiet. Książka nie uniknęła też porównań do zboczonego love story, Pretty Woman w konwencji BDSM itp. Musiałam się przekonać, co w tym jest.

Przyznam, że z romansideł obejrzanych w telewizji niewiele pamiętam. Z takowych książek - chyba jeszcze mniej. Jednak gdybym miała wyobrazić sobie początek - byłby właśnie taki, jaki funduje nam pani James: Anastacia Steele, 21-letnia pilna studentka, w zastępstwie swojej przyjaciółki jedzie przeprowadzić wywiad z najbardziej tajemniczym i pożądanym mężczyzną w Stanach - prezesem Grey Enterprises Holdings Inc., tytułowym Christianem Greyem. Jak się pewnie domyślacie, jest on zabójczo przystojnym, inteligentnym i intrygującym dwudziestosiedmiolatkiem.  I, rzecz jasna, nieprawdopodobnie bogatym mężczyzną.

Plusem na pewno jest uwspółcześnienie historii. W końcu czytam coś, do czego w literaturze jeszcze nie przywykłam - wszechobecne laptopy, ipody, e-maile. Błyskawiczne, luksusowe podróże mające wymiar realny, a nie fantastyczny.

Jako kobieta podejrzliwa, zaczęłam wyczuwać między wersami powieści grubymi nićmi szyte kłamstwa o życiu. Chociażby to, jak niewinna dziewica, nie mająca pojęcia, czym jest masturbacja, Anastacia straciwszy cnotę z Greyem jest niebywale szczęśliwa, przeżywszy wielokrotny orgazm. Swego czasu przeprowadziłam dziesiątki rozmów o pierwszym razie z koleżankami - nie, dziewczęta, w rzeczywistości to tak nie wygląda.

Co jest dla mnie najbardziej potwornym zabiegiem, świadczącym mimo wszystko o literackiej nieporadności autorki, to dwie alegoryczne postacie towarzyszące Anastacii, tworząc z nią niemalże trójcę świętą - jej podświadomość oraz (jeszcze gorsza) Wewnętrzna Bogini.
Po tym, jak obydwie przewijają się na co najmniej połowie stronic książki, sama chciałabym wyzbyć się swojej podświadomości. Wewnętrznej Bogini, mam nadzieję, nie posiadam, bo nigdy nie zdarzyło mi się przeczytać o czymś  tak niedorzecznym i banalnym jednocześnie :/

Rzuciło mi się także w oczy i mózg ubogie słownictwo autorki (czy też tłumaczki?), oraz niezmiernie irytujące ilością powtórzeń przygryzanie wargi i przewracanie oczami. Przeczytajcie, a z pewnością zrozumiecie, co mam na myśli.

Poza tym, przyznam, nieco się rozczarowałam. To Was chyba nie zdziwi, ale w swoim życiu przeczytałam sporo książek, także erotycznych. W momencie, gdy Anastacia czyta załączniki do seksumowy z Christianem, wymienione są tam seks analny i fisting. Moja myśl brzmiała: "wow, o tym czytałam tylko jedną książkę*!", a następnie rozczarowanie, gdyż nasza Trójca mówi tymże praktykom stanowcze NIE.


Nie będę oryginalna podsumowując, że Pięćdziesiąt twarzy Greya to mimo wszystko bardziej romans, niż porno, niż historia erotyczna. Czytam, bo czytam - głębszych myśli to w moje życie nie wnosi - tak sobie myślałam podczas lektury. Smutne, że akcja swoją zwrotnością i tempem bardziej kojarzy mi się z serialem obyczajowym w komercyjnej stacji, niż porywającą miliony książką roku 2012.


Żeby jednak nie było samych narzekań, muszę sprostować. To nie jest tak, że tę książkę źle się czyta (no, może gdyby nie Wewnętrzna Bogini) - w gruncie rzeczy niespodzianki, jakie sprawia naszej bohaterce Grey i jakie sprawia sobie ona sama, przekraczając coraz to nowe granice są sympatyczne. Niejednokrotnie podróżując metrem uśmiechałam się pod nosem czytając Greya. Nie jestem tylko pewna, czy pociesznie podziałała na mnie akcja, czy może miałam radochę czytając świństwa wśród tłumu ludzi i myśląc 'Gdybyście tylko wiedzieli...'

Ale... oj tam oj tam... I tak sięgniecie po tę serię :)


Wydawnictwo:

Mój dystrybutor:


*Trylogia o Śpiącej Królewnie Anne Rice



Posted in , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

3 Responses to E.L. James - Pięćdziesiąt Twarzy Greya

  1. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" powinno uzyskać status najbardziej irytującej książki 2012 roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaak...w każdej recenzji czytam o tym przygryzaniu wargi i niedługo zacznę sobie wyobrażać główną bohaterkę z zębami jak wiewiórka ;d
      Ciekawe, kiedy zdecyduję się po nią sięgnąć, aby samej móc skrytykować.

      Usuń
  2. jeśli nie masz zbyt dużo wolnego czasu, to się nie decyduj ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...