Peter V. Brett - Wojna w blasku dnia

Autor: Peter V. Brett
Tytuł: Wojna w blasku dnia
Ilość stron: 680
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Opis: tutaj
Gatunek: fantastyka
Kraj: USA
Rok wydania: 2013  


Minęło bardzo dużo czasu, od kiedy po raz ostatni czytałam fantastykę, gdzie autor kreuje od początku do końca własny świat. Mam tu na myśli nie tylko geografię czy rys historyczny, ale również umiejscowienie w czasie, hierarchię społeczną, wiarę czy magię. Aby przypomnieć sobie specyfikę tego gatunku, przeczytałam najnowszą książkę Petera V. Bretta. Jesteście ciekawi, co w niej znalazłam?

Rozmawiając z moim kolegą o książkach właśnie, spytałam się, co radzi mi zacząć teraz czytać. Wśród opcji, jakie mu podałam była najgrubsza z nich Wojna w blasku dnia. Odparł: nie zrażaj się grubością, fantasy to inna jakość czytania, nie porównasz tego z 300-stronnicowym kryminałem. I miał rację.

Wydawnictwo Fabryka Słów po raz kolejny prezentuje najnowszą powieść Petera V. Bretta, stawianego już teraz jako klasyk gatunku obok Tolkiena czy Martina. Mimo młodego wieku, Brett zaczął pisać dość późno - prowadził sklep z komiksami (coś cudownego!) i pracował jako korpoludek. Niespodziewanie, to właśnie pisanie zapewniło mu nie tylko godziwe życie, ale i sławę oraz grono wiernych fanów na całym świecie.

Nie mogę nie wspomnieć tu o dobrze znanym w polskim świecie fantasy Marcinie Mortce, który tym razem ma swój wkład w książkę jako tłumacz. Bardzo dobry zresztą. Dopełnieniem polskiego wydania są piękne ilustracje Dominika Brońka, autora okładek wielu polskich wydań uznanych zagranicznych autorów science-fiction, fantasy oraz horrorów.

Enigmą jest umiejscowienie w czasie, nie posiadające żadnego odniesienia do naszych realiów, ale ok, już przełączam się na tryb fantastyczny i płynę z prądem.

Główną bohaterką tej części Cyklu Demonicznego jest Inevera, najwyższa kapłanka w świecie Pustynnej Włóczni. Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, córkę wyplataczki koszy i siostrę dzielnego wojownika, mającego wielu wielbicieli wśród płci męskiej. Inevera w dniu swoich dziewiątych urodzin podąża wraz z matką do pałacu kapłanek, aby tam poznać swoją przyszłość w Krasji. Niespodziewanie okazuje się, że kości demona przepowiadają jej bycie dama'ting, co oznacza natychmiastowe rozstanie z rodziną i intensywne szkolenie, by po kilku latach (o ile będzie tego godna) przywdziać białe szaty kapłanki. Jednak aspiracje Inevery na tym się nie kończą...


Obok niej zgłębiamy się również w historię wojownika Arlena, zielarki Leeshy i barda Rojera. Niezmiernie ciekawym aspektem było dla mnie właśnie odkrywanie hierarchii w strukturach społecznych, jakie wyżej wymienione postaci zajmują. To ogromny plus świata kreowanego na nowo - pobudza wyobraźnię więcej, niż podwójnie.

Powieści Bretta określane są mianem ponurych i moja opinia nie będzie odbiegać od powszechnej - każdy z bohaterów skrywa mroczne tajemnice. Nawet, jeśli kieruje nimi uczucie do drugiej osoby, działania ich nie są pozbawione wyrachowania i egoizmu (Inevera, Renna). 

Co więcej, autor nie pozbawia swoich bohaterów brutalności - przelewa się krew i demonów i ludzi, dookoła pełno osób kalekich i pozbawionych kończyn (dla czytelnika z apotemnofobią nie są to proste do przebrnięcia strony). Zapewne taki powinien być świat wojowników, wszak okaleczenie Melan czy Kasaada było w zupełności uzasadnione i istotne dla fabuły. Dla mnie jednak nieco zbyt okrutne. Wiecie, do czegoś muszę się przyczepić. Na tym poprzestanę.

Element typowo fantastyczny natomiast, a więc cała otoczka magii, nadprzyrodzonych mocy i materializujących się po zachodzie słońca demonów to dla mnie świeży powiew wśród powszechnych w literaturze związków wampirów/wilkołaków/upadłych aniołów z mniej lub bardziej przeciętnymi dziewczętami. Tutaj siły nadprzyrodzone nie zawsze są piękne i szlachetne - wręcz przeciwnie. Pozwoliłabym sobie rzec, że zamieniając lekturę romansów paranormalnych na Wojnę w blasku dnia można pokazać czytelnicze jaja i piszę to z perspektywy osoby nie siedzącej stricte w fantastyce.


Podsumowując, Peter V. Brett wkręca. Wkręca potężnie w historię o mocnej i sensownej fabule, z bohaterami których niekoniecznie da się lubić, ale na pewno nie pozostanie się wobec nich obojętnym. Autor niezwykle umiejętnie operuje wydarzeniami tak, aby z niecierpliwością czekało się na kolejny, opasły, a jednak wciąż za krótki tom serii. Na tym właśnie polega siła jego twórczości, popierająca tezę postawioną na początku tego posta. Wartka akcja i przystępny język, jednakowoż wymagający skupienia i refleksji - czy nie tak właśnie powinno wyglądać Czytanie przez duże Cz?


Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na czerwiec i drugą część Wojny w Blasku Dnia. Na szczęście jestem w komfortowej sytuacji, gdyż do tego czasu mogę nadrabiać zaległości w twórczości Bretta, a trochę tego jest. Dla tych, którzy w przeciwieństwie do mnie nie zaburzyli chronologii czytania, też jest światełko nadziei - w przygotowaniu są już kolejne części Cyklu Demonicznego. Myślę, że w odpowiednim czasie Fabryka Słów nas nimi uraczy - gdy tylko będę wiedziała więcej, na pewno nie omieszkam się z Wami tym podzielić.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu:


Posted in , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

One Response to Peter V. Brett - Wojna w blasku dnia

  1. Chciałam powiedzieć, że nie czytam fantastyki ale recenzja super, przeczytałam jednym tchem :) może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...