Peter Carey - Chemia łez

Autor: Peter Carey
Tytuł: Chemia łez
Ilość stron: 317
Wydawnictwo: Wielka Litera
Opis: tutaj
Gatunek: powieść
Kraj: Wielka Brytania
Rok wydania oryginalnego: 2012/PL: 2013

Od czasu powstawania coraz to nowych klonów sagi Zmierzch jestem bardzo przeczulona na nowości na księgarnianych półkach opatrzone dopiskiem 'Tom 1, 2, X-ty serii...', dlatego często tęskno mi do książek, które stanowią odrębną historię, spójną całość bez potrzeby tworzenia niekończącej się serii. Taką właśnie opowieścią jest Chemia łez Petera Careya.

Mimo australijskiego patriotyzmu autora, rzecz dzieje się w bliższych nam rejonach współczesnej Anglii i Niemiec z połowy XIX wieku, jakby wprost z opowieści braci Grimm. Dlaczego tak, o tym za chwilę. Być może Peter Carey chciał zwrócić honor królowej Elżbiecie II, z którą miał się spotkać w 1998 roku jako zwycięzca konkursu literackiego Commonwealth Writer's Prize za powieść sensacyjną Jack Maggs. Do spotkania nie doszło, co nie przeszło bez echa - według tabloidów to pisarz odmówił go królowej. Carey sprostował całe nieporozumienie, lecz niesmak pozostał. Dość jednak anegdot sprzed kilkunastu lat, przejdźmy do sedna.

Wielka Litera wydała książkę ładną i delikatną. Broszurowa oprawa plus standardowy format, ale z jednym szczególnie urzekającym mykiem - naprawdę finezyjne, wręcz ażurowe tłoczone kwiatki na okładce plus kontrast w postaci błyszczącej łzy - kocham takie zabiegi.

Książka ma ciekawą formę, gdyż jest podzielona na rozdziały Catherine i Henry'ego, przy czym współczesna kobieta = współczesna czcionka, a co za tym idzie, imię Henry'ego zapisane jest literami rodem z wiktoriańskiej Anglii. Niby mała rzecz, a cieszy.

Kwiecień 2010r., co działo się wtedy w Polsce, wszyscy pamiętamy. Catherine Gehrig przeżywa swój osobisty dramat - jej wieloletni kochanek, towarzysz pracy i miłość życia niespodziewanie umiera. Kobieta musi zachować grę pozorów i zagłębia się w swoim cierpieniu okraszonemu whisky i kokainą. Na szczęście ma swojego dobrego ducha, który powierza jej zajmujące i odpowiedzialne zadanie. Cat, której życie dotychczas kręciło się wokół ukochanego Matta i zegarów, poświęca się odtworzeniu dziewiętnastowiecznej zabawki, mającej na celu uratowanie życia syna ówczesnego arystokraty. Razem z mechanizmem magicznej kaczki otrzymuje zapiski Henry'ego Brandlinga, które pozwalają przetrwać jej czas żałoby i odkrywają bajkowe tajemnice...

Ogromną zaletą Chemii łez jest genialnie nakreślona postać głównej bohaterki - kobiety bardzo uczuciowej, z całą paletą humorów. Catherine, mimo, że nie jest osobą pozbawioną zmartwień i dającą często upust swoim słabościom, daje się lubić. Jej smutek i (nie)radzenie sobie z nagle utraconą miłością, a także bardzo subtelne opisy Petera Careya śledzi się z ckliwym zainteresowaniem.
Kaczka Vaucansona za: swarthmore.edu

Bardziej mieszane odczucia miałam w przypadku głównego męskiego bohatera. Henry Brandling jako XIX-wieczny angielski arystokrata ukazany jest jako postać zarozumiała i wyniosła, podróżując do Niemiec w poszukiwaniu konstruktora kaczki Vaucansona, traktuje tamtejszych mieszkańców jako ludzi gorszej kategorii, to nieco drażni. Na swoją obronę mężczyzna ma jednak miłość do umierającego syna i kierujący nim pośpiech, by zdążyć przywieźć chłopcu wymarzoną zabawkę.

Ja chciałabym zwrócić Waszą uwagę na dwójkę postaci towarzyszącą Henry'emu i Catherine, postaci mimo wszystko bardziej żywych i barwnych, aniżeli główni bohaterowie. 
Pierwszym jest niemiecki zegarmistrz i krasomówca, Herr Sumpter, wzbudzający zarówno respekt, jak i rozdrażnienie Brandlinga, wodzący go za nos i uwielbiany przez genialnego kalekiego chłopca, Carla.
Drugą jest asystentka Catherine, studentka horologii, piękna Amanda. Dziewczyna, którą doktor Gehrig podziwia i boi się jej jednocześnie, która stanowi jej siłę napędową w pracy, ale też jedną z codziennych przeszkód.

Na odrębny akapit zdecydowanie zasługuje piękno XXI-wiecznej Anglii muzealno - barowej, gdzie toczy się każdy dzień Cat; szalona, kwietniowa pogoda, samotne wieczory z butelką alkoholu i zapiskami Brandlinga, wspomnienia z chwil uniesienia w oddalonych od Londynu miasteczkach i wsiach.
Konieczne jest także wspomnienie o Karlsruhe i Furtwangen z 1854 roku, gdzie Henry Brandling poszukuje zegarmistrza, mistrza i szaleńca w jednym, który będzie posiadał wystarczająco dużo odwagi, wyobraźni i umiejętności, by wcielić plany Vaucansona w życie. Dziewicza przyroda, tajemnicze wioski, prości, a zarazem podejrzliwi mieszkańcy i angielski snob w samym sercu tego wszystkiego.

Peter Carey z pewnością zasługuje na bycie podwójnym laureatem Nagrody Bookera i australijskim pretendentem do literackiej Nagrody Nobla. Pisze pięknie, pisze wzruszająco, pisze łącząc subtelne metafory z prozą życia codziennego. Nigdy wcześniej nie miałam okazji dotrzeć do powieści zegarowej. Mnie się podobało.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu:


Posted in , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

One Response to Peter Carey - Chemia łez

  1. próbowałem przeczytać - niestety poległem. już od samego początku język, prowadzenie akcji były dla mnie niezwykle sztuczne. odłożyłem książkę z zamiarem nie wracania do niej.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...