Gavin Menzies - Atlantyda odnaleziona

Autor: Gavin Menzies
Tytuł: Atlantyda odnaleziona
Ilość stron: 365
Wydawnictwo: WAB
Opis: tutaj
Gatunek: histora/reportaż
Kraj: Wyspy Morza Śródziemnego
Rok wydania oryginalnego: 2011/PL: 2013


Już nie raz wspominałam Wam o mojej ogromnej niechęci do zagadnień historycznych i wszystkiego co się z odkrywaniem przeszłości wiąże. Wyjątek stanowiły tak naprawdę wyłącznie te fragmenty przeszłości, które wsławiły się wydarzeniami z pogranicza mitu i faktu, czy nieudokumentowane fantazje badaczy historii. W mojej bardzo ograniczonej w tej sferze wyobraźni królowały dwa zagadnienia z kręgu śródziemnomorskiego - Pompeje i Atlantyda. Dziś opowiem Wam o tym drugim raju utraconym.

Książka Gavina Menziesa jest nieco większych rozmiarów, niż przeciętne pozycje na mojej półce. Z tego tytułu wielokrotnie podczas jej przeciągającego się czytania zdarzało mi się przysypiać (zmęczenie), a Atlantyda lądowała na mojej twarzy i raz prawie (o zgrozo!) w wannie. Jednak uspokajam - nic się jej nie stało. Broszurowa oprawa ze skrzydełkami to standard, o wiele ciekawsza jest forma wewnątrz, o której chcę Wam opowiedzieć: 6 ksiąg, 41 rozdziałów, uzupełnione tablicą chronologiczną (znacznie ułatwiającą kojarzenie takiemu abnegatowi, jak ja), epilogiem, w którym niemały udział ma Platon, postscriptum oraz wszelkimi spisami i źródłami - jak to w książkach naukowych. Dodatkowo wewnątrz lektury mamy dwie ośmiostronnicowe wkładki kolorowe z fotografiami, opatrzone dokładnymi opisami i (tak, muszę to napisać!) drukowanymi na papierze o znacznie wyższej jakości i gramaturze, a także ze stylizowanym tłem fotografii. 

Gavin Menzies wraz ze swoimi poprzednimi książkami - 1421 - rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat oraz 1434 - rok, w którym wspaniała chińska flota pożeglowała do Włoch i zapoczątkowała Renesans - stoi w opozycji do twierdzeń profesjonalnych historyków. On sam zaś, jako historyk  - hobbysta, emerytowany komandor okrętów podwodnych Royal Navy, czerpie niesłychaną przyjemność ze stawiania własnych tez, podróżowania z żoną Marcellą i odkrywania przeszłości. Nawet, jeśli sporo w tym niedopowiedzeń i naciąganych rozwiązań, nie można odmówić mu zmysłu badacza i serca odkrywcy.

Jestem ostatnią osobą na ziemi, która mogłaby być specjalistą w opowiadaniu o historycznych dziejach czyichkolwiek, ale postaram się opowiedzieć to, co wiem, w sposób przystępny zwłaszcza dla takich laików, jak ja.

Autor, jako człowiek z żyłką podróżnika, bierze nas za towarzyszy swojej podróży w poszukiwaniu prawdy o mitycznej Atlantydzie. W tym celu udaje się na Kretę, by tam natknąć się na ślady cywilizacji minojskiej, kwitnącego imperium basenu Morza Śródziemnego. Kolejne  miejsca, kolejni ludzie, kolejne fakty - Menzies dochodzi do wniosku, iż cywilizacja minojska dzierżyła palmę pierwszeństwa nie tylko w krajach ościennych, ale również udając się w dalekomorskie wyprawy docierała w miejsca teoretycznie "oswojone" przez ludzi wiele wieków później. Dodatkowo, nie były to podróże imperatorskie, a wyprawy w celach handlowych i pozyskujących surowce, a także ku krzewieniu własnej kultury i osiągnięć nauki. 

Najbardziej zaskakującą hipotezą, popartą wieloma dowodami jest, iż to minojczycy wielokrotnie podróżowali drogą morską do Ameryki przez Wyspy Brytyjskie. Ciężko sobie wyobrazić, aby w epoce brązu technologia budowy statków była na tyle rozwinięta, by ówcześni ludzie byli w stanie przemierzać tak wielkie odległości. A jednak badania artefaktów kreteńskich i ich porównanie z bogactwami mineralnymi Wielkich Jezior mówią same za siebie. Mam nadzieję, że nieprzychylnym Menziesowi historykom uda się mimo wszystko udowodnić jego tezę.

Najbardziej interesującym i przystępnym dla mnie był wyżej wspomniany epilog platoński, gdzie autor dokonuje szczegółowych porównań dzieł Greka i własnych odkryć, potwierdzających, że mityczna Atlantyda to w rzeczywistości Thera - kolebka minojskiej kultury, będąca rajem na ziemi epoki brązu, zniszczona praktycznie z dnia na dzień przez katastrofalną erupcję wulkanu i wywołane nim tsunami. Prawdopodobieństwo, że właśnie ten kataklizm opisał Platon jest bardzo duże, a atlantydzki mit nie jest jedynie mitem, lecz faktem ubranym w poetycką szatę.

Dodatkowo, co dla mnie bardzo istotne, chronologiczne tablice na końcu książki pomogły mi uporządkować sobie wiedzę w niej zawartą. Gdyby nie ta podpowiedź, nie mam pojęcia jak poradziłabym sobie z usystematyzowaniem dat, uf.

Podsumowując, czasami człek bez historycznego zacięcia przełamując swoją niechęć do tego typu literatury, jest w stanie pokonać nie tylko swoją słabość, ale również nauczyć się czegoś nowego i brylować kolejnymi ciekawostkami. I dobrze.


Książkę udostępniło Wydawnictwo:


Posted in , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

Leave a Reply

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...