Mateusz Poreda - Folwark warszawski

Autor: Mateusz Poreda
Tytuł: Folwark warszawski
Ilość stron: 239
Wydawnictwo: Jirafa Roja
Opis: tutaj
Gatunek: czarna komedia
Kraj: Polska
Rok wydania: 2013


Bardzo lubię czytać debiuty młodych polskich autorów. Po pierwsze dlatego, że młodzi. Po drugie, że polscy. Po trzecie: często zaskakują mnie dużo bardziej, niż mogłabym przypuszczać. Ach, no i jeszcze po czwarte: może kiedyś się spotkamy, będę się uważnie rozglądać.

Mimo, że książka jest drobna i niepozorna (miękka oprawa, standardowy format), sam jej tytuł wprawił mnie w stan czujności - nie tyle pod względem parafrazy Folwarku zwierzęcego, ile drugi człon "warszawski" celuje w mój lokalny patriotyzm. 22 rozdziały czystej przyjemności! Ale o tym niżej...

Jak już wspomniałam, książka ta jest debiutem Mateusza Poredy, studenta warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, który swoją przyszłość wiąże mimo wszystko z produkcjami filmowymi zarówno w Hollywood, jak i w polskiej kinematografii. Najnowszym osiągnięciem Poredy jest zwycięstwo w konkursie Droga na Harvard, które otwiera przed tym ambitnym mężczyzną kolejną drogę do sukcesu.
Na początku miałam pewne obawy co do lektury Folwarku warszawskiego, jak się okazuje, totalnie nieuzasadnione.

Jan Sobieski mieszka w Warszawie i żyje. Mało tego, ma się całkiem dobrze - trafia na seminaria magisterskie do wymarzonego profesora, ma piękną dziewczynę, którą rozpieszcza na każdym kroku, pilnie studiuje psychologię i żyje niemalże po królewsku - nazwisko zobowiązuje. Czasem jednak jedno zdarzenie nie po naszej myśli powoduje lawinę negatywnych wypadków. Na szczęście Janek ma wsparcie w postaci Mai - swojej lubej, rodziców, przyjaciół... A może nie?

Historia, którą opowiedział pan Poreda jest do tego stopnia nieprawdopodobna, że absolutnie nie chcę zdradzać nic więcej - musicie ją przeczytać! A dlaczego? Istnieją trzy śmiertelnie poważne powody.

Bohaterowie są postaciami szalenie barwnymi, często karykaturalnymi (Rafał Paląg, Samuel Schmidt), posiadającymi drugie i trzecie dno. Całkowicie rozbroił mnie pomysł z rodzeństwem Bigos, łączący w sobie dwa kolejne powody, dla których zachęcam do sięgnięcia po Folwark warszawski, a są to...

Absurd, absurd i jeszcze raz absurd. Pomysły zrodzone w głowie autora wprawiły mnie w zachwyt właśnie przez wzgląd na abstrakcję sytuacji, często okraszoną czarnym humorem oraz, mimo że nieprawdopodobną, to napędzającą wyobraźnię, a zatem inspirującą. Rozmawiając ze znajomymi o niesamowitych splotach zdarzeń w tejże książce usłyszałam, że chyba dzielę fascynacje z autorem (kładłam nacisk rzecz jasna na wszelkie zwyrodnienia i makabreskę) - co jest dla mnie zdecydowanie komplementem.

No i wreszcie trzeci, last but not least, plus jakim jest humor. Czytając Folwark warszawski co chwila przechodziłam przez wszelkie fazy śmiechu, od chichotu po rechot - jeśli będzie to czytał ktoś, kto podróżował wówczas ze mną pociągami, to serdecznie zapraszam do zapoznania się z powodem mojej reakcji. Być może była to kwestia kompatybilności autora i mojej, ale bawiłam się przednio podczas lektury jego książki. Humor czarny, groteskowy, sytuacyjny - jaki by nie był, czyni tę historię nieziemsko interesującą i zabawną.

Nie chcę się bawić w długie podsumowania, nie ma takiej potrzeby. Książka Mateusza Poredy jest rewelacyjna i będę nieśmiało marzyć o kolejnej.


Wydana przez:


Posted in , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

One Response to Mateusz Poreda - Folwark warszawski

  1. Jestem w trakcie czytania i podzielam Twoją opinię. Ta ksiązka jest po prostu świetna! :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...