Yrsa Sigurđardóttir - Statek śmierci

Autor: Yrsa Sigurđardóttir
Tytuł: Statek śmierci
Ilość stron: 334
Wydawnictwo: Muza
Opis: tutaj
Gatunek: horror
Kraj: Islandia
Rok wydania oryginalnego: 2011/PL: 2013


O talencie i wyjątkowości stylu skandynawskich autorów chodzą słuchy od prawie dekady. Ich mnogość na polskim rynku sprawia, że łatwo możemy tę informację zweryfikować. Statek śmierci ma na tyle mroczny i ponury tytuł, że leży w mojej naturze i tym sposobem zapoznaję się z islandzką królową kryminału - Yrsą Sigurđardóttir.

Książkowe wydanie thrillera jest bardzo poprawne. Od razu tłumaczę, że to zaleta - nie oczekuję tysiąca udziwnień w coraz to kolejnych egzemplarzach w mojej biblioteczce. Standardowy format, broszurowa oprawa ze skrzydełkami, na odwrocie blurb, a wewnątrz biografia wraz ze zdjęciem autorki. Dokładnie tak, jak być powinno. W środku zaś 32 rozdziały trzymającej w napięciu historii, o której nieco niżej.

Chcąc lepiej zapoznać się z Yrsą przestudiowałam sobie islandzkie zwyczaje. Okazało się, że jest to jedyne państwo skandynawskie, gdzie nadal obowiązuje odmienny dla każdej osoby system nadawania nazwisk, a co za tym idzie, imię jest wiążące w kwestiach identyfikacyjnych. Dzięki temu już wiem, dlaczego na okładce rodzimego wydania imię autorki króluje niepodzielnie nad całą resztą kompozycji. Mimo, że jest ona młodsza od moich rodziców (ale nieznacznie), mówi się o niej jako o najpopularniejszej pisarce w historii Islandii. Prócz pisania  książek (na równi kryminałów oraz książek dla dzieci), Yrsa stale pracuje w wyuczonym zawodzie - jest piękną panią inżynier. I z tą pięknością wcale nie żartuję, bo na mnie jako kobiecie również jej uroda robi wrażenie.

Thora, postać wiążąca Statek śmierci z poprzednimi tomami cyklu, staje przed niepokojącym i trudnym wyzwaniem - rozwiązaniem zagadki tytułowego statku, a raczej tym, co stało się z jego pasażerami.
Równolegle (choć prologicznie) poznajemy Egira i jego rodzinę - żonę i córki bliźniaczki. Mężczyzna wkracza na pokład luksusowego jachtu w Lizbonie, aby dopłynąć nim do rodzinnego Reykjaviku, gdzie czekają jego rodzice i najmłodsza córeczka. Jednak w miarę rozwoju akcji (a tym samym oddalania się od stałego lądu), sytuacja pasażerów robi się coraz bardziej dramatyczna. Autorka dozuje napięcie i nie dzieli się z czytelnikiem sekretami, których nie znają bohaterowie. Dzięki temu znajdujemy się na zbliżonym do nich poziomie niewiedzy, a z bezpiecznej perspektywy pochłaniacza możemy próbować odgadnąć ciąg dalszy.

Prócz Egira i jego kobiet na statku płynie też kapitan i jego załoga. Ale to nie wszyscy uczestnicy podróży. Cieniem na rejs kładzie się widmo ostatniej właścicielki jachtu - pięknej i znanej w całej Islandii próżnej celebrytki Karitas. Tajemnicze zjawiska każą pasażerom domyślać się, że duch kobiety nawiedza statek. Sytuacja staje się bezpardonowa, gdy znajdują ukryte w zamrażalce damskie zwłoki. Czy jest to ciało Karitas, a bliźniaczki miały słuszne przeczucia co do serii nieszczęść związanych z jachtem i jego historią?

W książce królują niedopowiedzenia i mimo, że już od początku mamy świadomość, że wszyscy ludzie płynący statkiem Lady K zaginęli, nie mamy zielonego pojęcia, w jaki sposób mogło się to stać. Thora próbuje pomóc zrozpaczonym rodzicom Egira w rozwikłaniu zagadki, co stało się z ich dziećmi i wnuczkami. Odnajduje związane z nimi osoby, chwyta się fałszywych tropów, a wszystko po to, by odpowiedzialnym za katastrofę okazał się...

Najmocniejszą stroną Statku śmierci jest to, że pomimo narracji z dwóch różnych perspektyw (zarówno czasowych, przestrzennych jak i osobowych), które świadczyłyby o ukazaniu pełni obrazu czytelnikowi, podążając śladami Egira i Thory nadal wiemy niewiele więcej, niż oni sami. Współczujemy, boimy się i żyjemy w nieświadomości. Nie wiemy, kogo można darzyć zaufaniem, więc na wszelki wypadek nie ufamy nikomu. 

W książce nie ma miejsca na lubienie bohaterów, bo nie ma na to przede wszystkim czasu. Arna i Bylgja, Lara i Egir - czujemy do nich sympatię i chcemy, żeby bezpiecznie dopłynęli do Reykjaviku, do małej Siggi Dögg. Wiemy, że tak się nie stanie, a jednak kibicujemy całej rodzinie. To chyba właśnie można nazwać czytelniczą wkrętą. Z góry wybaczcie, że pisałam w liczbie mnogiej, ale mam sporą pewność, że ci z Was, którzy sięgną po Statek śmierci, potwierdzą to, co napisałam.

Specjalistką od skandynawskich kryminałów nie jestem, ale śmiem twierdzić, że takowym książka się spodoba. Dzięki interesującej i zagadkowej fabule oraz wartkiej akcji nie sposób się przy niej nudzić, a to przecież jedno z kluczowych kryteriów, jakimi kierujemy się przy doborze lektury. I ja potwierdzam, że nie było tam miejsca na nudę.

Za możliwość przeczytania Statku śmierci dziękuję Wydawnictwu:



Posted in , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

2 Responses to Yrsa Sigurđardóttir - Statek śmierci

  1. jakoś nie czuje się przekonana do tej książki - może, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na mnie zrobiła dobre wrażenie :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...