Dodie Smith - Zdobywam zamek

Autor: Dodie Smith
Tytuł: Zdobywam zamek
Ilość stron: 351
Wydawnictwo: Świat Książki
Opis: tutaj
Gatunek: powieść
Kraj: Wielka Brytania
Rok wydania oryginalnego: 1949/PL: 2013


Jak każda mała dziewczynka u progu lat 90-tych XX wieku zaczytywałam się w powieściach Lucy Maud Montgomery. Być może małe dziewczynki w latach wcześniejszych również były jej fankami, nie wiem. W latach późniejszych - mam nadzieję, chociaż mój sceptyczny umysł każe mi mieć ogromne wątpliwości. Czasami lubię sobie odświeżyć bibliotekę taką właśnie nieskalaną prozą, pomagającą przenieść się choć na chwilę w świat beztroskiego dzieciństwa postaci, które nie zostały dotknięte znakiem współczesności. Nie bez kozery wspomniałam tu o L.M. Montgomery - nawet chłopcy w spisie lektur w szkole podstawowej musieli przebrnąć przez najsłynniejszą z jej książek, Anię z Zielonego Wzgórza. Mnie natomiast zaciekawiły porównania debiutanckiej powieści Dodie Smith z nieco mniej znaną książką Montgomery, Błękitny Zamek.Chciałam więc pokusić się o analizę porównawczą, ale niewiele z niej wyszło. O tym, dlaczego, za chwil kilka.

Świat Książki pokusił się o naprawdę cudne wydanie, dodając do mojego ulubionego standardowego formatu i miękkiej okładki ze skrzydełkami przykuwającą wzrok ilustrację oraz (co możecie zobaczyć wyłącznie trzymając egzemplarz książki w dłoniach) tłoczone imię i nazwisko autorki, a także tytuł książki i dodając do nich subtelny, lakierowany ornament - bardzo retro. W środku zaś powieść podzielono na 3 pamiętniki, początek każdego z nich opatrzony ryciną, a te z kolei, jakżeby inaczej, na rozdziały. W sumie szesnaście.

Dorothy Gladys Smith, znana Dodie Smith, nie od razu zasmakowała w powieściopisarstwie. Brytyjka, studiując początkowo w Królewskiej Akademii Sztuki Dramatycznej w Londynie, pragnęła rozpocząć karierę aktorską, a dopiero po nieudanych próbach poświęciła się literaturze. Życie poszło jej jednak na kompromis, gdyż prócz 101 dalmatyńczyków oraz ich kontynuacji, wsławiła się w dużej mierze poprzez pisanie dramatów i sztuk teatralnych, nad których wystawianiem czuwała zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Stanach Zjednoczonych. Tam też spędziła wojenne lata pisząc scenariusze do filmów Hollywoodzkich. Jako ciekawostkę dodam, że ta angielska dama dożyła sędziwego wieku 94 lat (1896 - 1990), co w pewien sposób uwspółcześniło mi ją jako osobę - ktoś też tak ma?

Cassandra ma 17 lat, starszą siostrę i młodszego brata. Prócz tego macochę, ojca i swojego pierwszego absztyfikanta. Cały wachlarz postaci tragikomicznych. O ich losach dowiadujemy się z opowieści płynącej spod pióra głównej bohaterki. Wraz z nią i rozwojem jej literackiego talentu, na kartach jej pamiętników jesteśmy świadkami coraz to nowych wyzwań stających przed rodziną Mortmaine'ów, a także obserwatorami ewolucji charakterów całej rodziny. A wszystko to w malowniczej scenerii angielskiego patchworkowego zamku, w którym Mortmaine'owie ledwo wiążąc koniec z końcem, mimo wszystko nie tracą optymizmu i rzadko pozwalają sobie, by nie mieć głów w chmurach.

Całe ich życie ulega zmianie, gdy opodal zamku Godswyn sprowadzają się właściciele posiadłości, bracia Cottonowie. Jako literacki detektyw, dodając dwa do dwóch wydedukowałam, że dwie panny w okolicach dwudziestego roku życia plus dwaj kawalerowie z zagranicy mogą oznaczać... podwójny romans! Ale trochę się pomyliłam... Każdy członek zamkowej rodziny ma nieco inne zapatrywanie na to, w jaki sposób wykorzystać szansę od losu, którą jest pojawienie się Neila i Simona Cottonów. Jednak plany planami, a wcielenie ich w życie zazwyczaj nieco się różni. Takim oto sposobem nim się obejrzymy wszyscy zaczynają szykować się do ślubu pewnej pary, ale czy na pewno każdy z nich jest szczęśliwe?

Mimo osi opowiadania Cassandry oscylującej wokół romansu/ślubu/miłości, w Zdobywam zamek znajdziemy też wiele wątków pobocznych, zarówno zabawnych, jak i dramatycznych. Nierzadko zaś zawierających w sobie obydwie te cechy (próba powrotu pana Mortmaine'a do pisania, sposoby znalezienia źródeł dochodu przez mieszkańców zamku). Jestem skłonna stwierdzić, że to właśnie te historie w pełni pokazują bogactwo charakterologiczne postaci stworzonych przez Dodie Smith, a nade wszystko jej poczucie humoru, zawierające się w żartach sytuacyjnych i umiejętności wykorzystania ironii losu w tworzeniu słodko - gorzkich wątków.

Kolejna rzecz, na którą muszę zwrócić Waszą uwagę, to właśnie wymienione przeze mnie na wstępie porównania do twórczości Lucy Maud Montgomery. W tym momencie mogę uspokoić czytelników przewrażliwionych na punkcie kwiecistych metafor i zachwytów nad absolutnie każdym źdźbłem trawy dookoła - u Dodie Smith tego nie znajdziecie. O ile mnie na samym początku Zdobywam zamek wydało się być nieco bardziej dziecinne i proste, o tyle wraz z biegiem czasu Cassandra, jej narracja i wszystko to, co dzieje się w jej życiu, stają się o wiele dojrzalsze, sarkastyczne i bardziej liberalne od "córeczek" Montgomery. Według mnie pani Smith pisząc tę książkę objawiła się jako kobieta wyzwolona i z dużą dozą poczucia humoru (co specjalnie z autorkami epoki powojennej mi się nie kojarzy), do nikogo w zupełności niepodobną (z szacunkiem dla Lucy).

Czasami ciężko mi napisać podsumowanie tak, aby nie brzmiało w sposób śmieszny czy naciągany i muszę się sporo gimnastykować językowo, co by ono jako - tako wyszło. Tym razem jako rekomendację mam dla Was wyłącznie to, że ja podczas lektury Zdobywam zamek poczułam się przez chwilę znów jak mała dziewczynka. A potem nadal jak dziewczynka, ale już nieco większa. Wraz z Cassie.

Zamek zdobywałam wraz z:



Posted in , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

One Response to Dodie Smith - Zdobywam zamek

  1. Ciekawe, jak będę chciała stać się małą dziewczynką, to chętnie przeczytam :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...