Leonie Swann - Triumf owiec

Autor: Leonie Swann
Tytuł: Triumf owiec
Ilość stron: 463
Wydawnictwo: Amber
Opis: tutaj
Gatunek: thriller komediowy
Kraj: Francja/Niemcy
Rok wydania oryginalnego: 2010/PL: 2011


Po znakomitej Sprawiedliwości owiec mój wilczy apetyt na literaturę wzrósł i natychmiast zabrałam się za jej kontynuację. Prawdę mówiąc nastawiałam się na powielenie schematu z pierwszej części i byłabym tym wystarczająco usatysfakcjonowana. Jaka więc czekała mnie niespodzianka, gdy wraz z owcami i Rebeką pojechałam do Europy...

Styl Leonie Swann, która nie jest dla mnie stereotypową niemiecką autorką, na tyle przypadł mi do gustu, że zaczęłam żałować tego, iż póki co nie stworzyła więcej powieści, niekoniecznie o zwierzętach. Co by nie nakreślać Wam ponownie tak samo jej enigmatycznej sylwetki (mało informacji znalazłam, naprawdę mało) napiszę tylko: czemu ja nie odkryłam tej kobiety wcześniej? Pani Swann pisze ciepło i mądrze, nie oszczędzając przy tym na niegrzecznym dowcipie i grze skojarzeń, co w Triumfie owiec widać w dwójnasób. Po części może być to także zasługa nowego tłumacza, po części większej wprawy autorki - do oceny pozostawiam tę kwestię.

Triumf owiec także zakupiłam we wcześniej wspomnianym dwupaku w etui, jest więc on dopasowany graficznie do części pierwszej. Znajdziemy i analogię w okładce i znajome odwzorowanie sposobu ukazania wnętrza książki łącznie z przedstawieniem głównych bohaterów dramatu - proszę państwa, oto owce, ludzie i... kozy!

Spotykamy więc ponownie głównych bohaterów poprzedniej części (z delikatnym przetasowaniem, które wychodzi jak najbardziej na zdrowie), nowych ludzi - wszak jesteśmy w Europie - irlandzkie problemy stado i jego pasterka zostawili za sobą. Jednak przeprowadzka oznacza stawienie czoła kolejnym wyzwaniom: skrzeczący ludzie, sąsiadki - kozy, a wreszcie seria morderstw, których autorem jest mityczny Garou - oto co czeka we Francji na Pannę Maple, Otella, Białego Wieloryba i resztę stada. 

Do Rebeki dołącza kobieta o wielu twarzach, wróżka - blagerka (nie mylić proszę z blogerką) - jej Mama. Moimi ulubieńcami zaś stają się kozy z czarną kózką Madouc na czele. Owce, mimo całej sympatii i sentymentu, przy kozach wypadają bardzo spokojnie i statecznie. Myślą przewodnią, życiowym celem i największym pragnieniem kóz jest Szaleństwo. Leonie Swann zabłysnęła tu niesamowicie swoją zdolnością snucia abstrakcyjnych dialogów, świetnie ukazujących dysonans w rozumowaniu dwóch ras.

Na niemalże pierwszy plan wysuwa się w Triumfie owiec Zimowe Jagnię, które wcześniej traktowane (dosłownie i w przenośni) po macoszemu, w trakcie wycieczki do Europy zaczyna poszukiwać swojego imienia. Poszukiwania to wielce symboliczne, gdyż musi przy tym udowodnić, że jest dla niego miejsce w stadzie i znaleźć pomysł na samego siebie. Pomimo całego komizmu książki, ten motyw był dla mnie wzruszający, w przeciwieństwie do...

Do kóz muszę wrócić. Odnoszę wrażenie, że cyferką przewodnią tej notki jest 2 i dlatego wyróżnię dwie najmocniej wyryte w mojej pamięci sceny. Oczywiście z kozami w roli głównej. O ile irlandzkie owce i francuskie kozy nie mają problemów z porozumiewaniem się, o tyle nasi główni bohaterowie za żadne skarby nie są w stanie zrozumieć mowy Francuzów. Szara koza Amaltea jako tłumaczka = miks absurdu z perwersją. Moja reakcja w porannym pociągu - bezcenna.

Drugą jest moment wizyty trzech młodych kóz i Białego Wieloryba u legendarnego kozła z wioski - Berniego. Pokora, szacunek i finezja z jakimi Kirke, Kaliope i Amaltea traktują starego Berniego, połączone z wyszukanymi metaforami i totalną pochwałą Szaleństwa są dla mnie kwintesencją koziej osobowości ukazanej przez autorkę w tejże książce. Wspominam o tym nie bez kozery, gdyż wielokrotnie zachwycałam się w rozmowach ze znajomymi sposobem, w jaki Swann tchnęła drugie życie w te często mało wdzięczne zwierzęta, ale ciężko było mi bez dokładnego streszczania książki opisać kozią naturę w Triumfie owiec. Jeśli mielibyście podobny problem - pomagam, moi Pięknorodzy, Pasący się w Dali: wystarczy to jedno jedyne słowo: Szaleństwo.

Powyższa książka nie potrzebuje gęstych rekomendacji. Czy wspominałam już, że jest mądra, zabawna i ciepła? Nieistotne. Próbując ją opowiedzieć i wskazując co zabawniejsze fragmenty, moja przyjaciółka  Aleksandra Coelho podsumowała: Pięknie ryje banię. Polecamy!

Owce i kozy znów są tu dzięki Wydawnictwu:


Posted in , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

5 Responses to Leonie Swann - Triumf owiec

  1. Twoja recenzja jest świetna. Aż szkoda, że nie mam tej książki pod ręką, bo po Twojej recenzji mam naprawdę chęć zaczytania się w tych książkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, warto! :D Ja już tęsknię za owcami!

      Usuń
  2. Cieszymy się że jesteś fanką DeeZee i wiernie siedzisz nasz profil na FB! <3

    Pozdrawiamy,
    www.DeeZee.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja świetna, humorystyczna jak i książka :) Chętnie przeczytam pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Na pewno się nie zawiedziesz sięgając po nią :D

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...